Miasto tonie w plakatach wyborczych

Wrocław po raz kolejny został zalany setkami plakatów i billboardów wyborczych. Wizerunki kandydatów wiszą na słupach latarni, barierkach otaczających przystanki i ścianach budynków. Nie wszystkie komitety skorzystały z takiej formy kampanii. Komitet Wrocław dla Wszystkich stawia na rozmowę z ludźmi, a po wyborach – na zieleń zamiast reklam i zakaz nachalnej kampanii wyborczej.
Jak pokazały zeszłoroczne badania, mieszkańcy i mieszkanki Wrocławia jednoznacznie wypowiadają się przeciwko chaosowi reklamowemu. Aż 86% wrocławian i wrocławianek uważa, że w mieście jest za dużo reklam. Najbardziej irytująca jest reklama wielkoformatowa na budynkach (73%) oraz na płotach i słupach (64%). Są to wyniki badań realizowanych na zlecenie urzędu miasta, opublikowane w maju 2017 roku.

Lecz dzisiaj to przedstawicieli urzędu można przede wszystkim zobaczyć na plakatach wyborczych. To nie tylko zaśmiecanie i tak pogrążonego w chaosie reklamowym miasta, które od prawie półtora roku czeka na uchwałę krajobrazową – mówi Marta Stożek, przedsiębiorczyni, kandydatka KWW Wrocław dla Wszystkich w okręgu nr 4 oraz członkini Partii Razem. – Chodzi także o nasze bezpieczeństwo. Plakaty mogą ograniczyć widoczność na jezdni kierowcom i rowerzystom, którym w tym chaosie trudniej zauważyć znaki drogowe.

Pierwszy raz o uchwale krajobrazowej można było we Wrocławiu usłyszeć w maju zeszłego roku. Na stronie internetowej miasta, na podstronie „ŁAD między budynkami” ostatni wpis pochodzi z września 2017. Jeszcze na początku tego roku miasto zapowiadało, że prace trwają, a dokument zostanie uchwalony najpóźniej we wrześniu 2018. Tak się jednak nie stało.

Jako Wrocław dla Wszystkich chcemy, by uchwała krajobrazowa w końcu stała się priorytetem – mówi Tadeusz Mincer, aktywista miejski, kandydat komitetu Wrocław dla Wszystkich z okręgu nr 7 i członek Partii Razem. – Miasto ma także możliwość wprowadzenia zakazu wieszania plakatów wyborczych w wyznaczonych miejscach. Z tej sposobności skorzystała już Gdynia i Bydgoszcz. Kampania wyborcza nie musi w ten sposób wyglądać. Powinien to być czas debat, merytorycznych dyskusji i spotkań z mieszkańcami, a nie okres zanieczyszczania miasta.

Jedną z propozycji programowych komitetu Wrocław dla Wszystkich jest rozwój zieleni miejskiej – nie tylko parków i dużych przestrzeni do odpoczynku, lecz także tzw. parków kieszonkowych oraz sadzenie odpowiednich gatunków roślin w miejscach dziś pokrytych przede wszystkim betonem.

Trwająca kampania to dobra okazja do ćwiczenia wyobraźni – mówi Tadeusz Mincer. – Skoro dziś bez problemu niemal każdy słup czy ścianę Wrocławia „zdobi” plakat wyborczy, dlaczego nie pokryć tych miejsc zielenią? Zielone ściany, wiadukty, estakady i słupy to sposób na tworzenie małych terenów zielonych w centrum miasta.

Szacuje się, że zieleń miejska to zaledwie 12,2% powierzchni Wrocławia, a to wynik gorszy od Poznania, Gdańska, Warszawy czy Katowic. Dodatkowo w ciągu ostatnich kilku lat we Wrocławiu wycięto kilkadziesiąt tysięcy drzew – zarówno na terenach miejskich, jak i prywatnych.

Kampania wyborcza we Wrocławiu została sprowadzona do masowego wywieszania twarzy kandydatów i kandydatek z numerem listy. To kampania oderwana od rzeczywistości – stwierdziła Marta Stożek. – Wrocławianie i wrocławianki codziennie, od lat, zmagają się z tymi samymi problemami. Stoimy w kilometrowych korkach, próbujemy znaleźć miejsca w żłobkach dla naszych dzieci, mieszkamy w drożejących, wynajmowanych mieszkaniach, a zimą oddychamy trującym powietrzem. Poważną rozmowę o przyszłości naszego miasta zastąpiliśmy konkursem rozpoznawalności.

Tymczasem Wrocław od lat ma jeden z niższych wyników frekwencji wyborczej – w 2014 roku wyniosła ona tylko 36%. W całej Polsce frekwencja, choć wciąż niewielka, była znacznie lepsza – wynosiła 47%.

To także efekt tego, jak wybory są traktowane przez samych kandydatów i kandydatki – mówiła Marta Stożek. – Dlatego apelujemy do innych komitetów wyborczych: traktujmy kampanię poważnie. Traktujmy poważnie naszych wyborców i wyborczynie.

Dodaj komentarz